O bogaczach z 500+


29 kwietnia 2019 r.

Z internetów: Sędzia nie wyżyje za 10.000zł, pracownik służb PRL za 3.000zł, a rodzinom to się w głowach poprzewracało jak dostali 500zł. Ten żart zamieszczam na początku na prośbę mojej żony, ale jednak po jego przełknięciu w ustach pozostaje gorzki posmak...

 

24 kwietnia 2019r. o g. 15:00 odbyła się VII Sesja Rady Miejskiej w Wolsztynie.

Jako przewodniczący Wolsztyńskiego Koła Związku staram się śledzić na bieżąco uchwały Rady Miejskiej. Na tej sesji miała być podjęta uchwała, o którą prosiliśmy, dotycząca naliczania opłat za przedszkola gminne. Nie była to uchwała jakiejś wybitnej rangi, a raczej niszowa, dotycząca, jak szacujemy, jednej rodziny na kilka lat. Fragmenty, które mnie nie interesowały raczej przyspieszałem/ pomijałem. I nagle w wywodzie jednej z urzędniczek usłyszałem zdanie mniej więcej takiej treści- "uznaliśmy tak, ponieważ 500+ nie jest wliczane do dochodu". Zaciekawiło mnie to i dokładnie przesłuchałem całą tą wypowiedź. Ten fragment dyskusji Rajców dotyczył zasad naliczania czynszu dla najemców lokali komunalnych na terenie gminy Wolsztyn. Okazuje się, że Radni w Komisji zastanawiali się nad podwyższeniem kryterium dochodowego kwalifikującego do otrzymania mieszkania komunalnego z poziomu 100% do poziomu 120% najniższej emerytury. Ponieważ świadczenie 500+ nie wlicza się do dochodu, więc uznali, że nie trzeba podwyższać tego kryterium dochodowego. Jakoś tak wewnętrznie zrobiło mi się po prostu przykro. Radni oczywiście postąpili zgodnie z literą prawa. Absolutnie tym wpisem nie próbuje im zarzucić jakiejś szczególnej bezczelności, braku taktu, czy w ogóle jakiegoś złego postępowania. Ale obawiam się, że kierowali się dobrze znaną mi logiką. Logiką, która jest dla nas rodzin wielodzietnych po prostu krzywdząca. Mianowicie

Każdy chciałby skorzystać ze świadczenia skierowanego do rodzin.

Oczywiście, urzędnicy nie mogą wprost zażądać dostępu do tych pieniędzy, ale jak tylko są w stanie starają się podwyższać jakiekolwiek inne koszty życia, żeby tylko zwiększyć wpływy do budżetu instytucji, którą reprezentują, bo przecież jest 500+. Wielokrotnie już spotykałem się z wypowiedziami "przecież jest 500+, więc w czym problem?". Również inni rodzice, np. na radach rodziców w szkołach i przedszkolach są gotowi chętniej wydawać pieniądze na droższe wycieczki szkolne, również argumentując to istnieniem programu Rodzina 500+. Gdybyśmy mieli zaspokoić wszystkie żądania z jakimi występują w stosunku do nas inne osoby to nie wiem czy 1000zł na każde dziecko by wystarczyło. Od dwóch dni myślałem o wspomnianej wcześniej wypowiedzi urzędniczki wolsztyńskiego ratusza. Tak na prawdę nie wiem dlaczego aż tak zawładnęło to moją osobą. Wypowiedź ta, jak już wcześniej pisałem nie była czymś szczególnie złym, ale pokazuje pewną mentalność. Mentalność, która, jak sądzę, niszczy nasze więzi społeczne. My rodziny wielodzietne, atakowane wprost, w naturalnym odruchu zaczynamy się bronić, że świadczenie nie może być wliczane do dochodu i że nie powinien ktoś za nas decydować, czy nasze dziecko pojedzie na jakąś wycieczkę szkolną czy też nie, bo np. nie podoba nam się konkretny punkt programu wycieczki. Często jednak zaatakowani nie potrafimy jasno i z zimną krwią uargumentować naszego stanowiska. Z drugiej strony, Ci do których przemawiają okrągłe liczby związane z wielodzietnością, nie mogą się powstrzymać, żeby przynajmniej we własnej świadomości nie posądzić nas o sknerstwo, złe zarządzanie świadczeniem ze środków publicznych, czy też o to, że mamy dzieci dla pieniędzy. Rzadko kto jest na tyle niemądry, aby powiedzieć nam to wprost, ale wewnętrznie pojawiają się oskarżenia. Pomyślałem więc, że może prześledzimy racje, które stoją za tym, że

Świadczenie 500+ nie jest dochodem rodziny

Bo nie chodzi o fakt, że jest to nieuznane za dochód, tylko o fakt, że dochodem w ogóle nie jest. W uzasadnieniu do projektu Ustawy o pomocy Państwa w wychowaniu dzieci możemy przeczytać, że przyjęto założenie, że wychowanie jednego dziecka w skromnych warunkach to koszt ok. 890zł miesięcznie. Wychowanie poniżej tej kwoty jest oczywiście możliwe, ale oznacza duże niedostatki. W przypadku rodzin wielodzietnych jest to już często zejście rodziny poniżej progu ubóstwa. W związku z tym rodziny, co oczywiste, nawet jeśli miały wewnętrzne cechy umożliwiające założenie dużej rodziny, a także bardzo chciały posiadać więcej dzieci, bardzo często nie decydowały się nawet na drugie dziecko. Perspektywa ubóstwa i ciągłych niedostatków odstrasza większość rodziców od założenia dużej rodziny. Niektórzy jednak nadal decydowali się na posiadanie większej liczby potomstwa i mniej lub bardziej świadomie- tylko z tego powodu, stawali się ludźmi bardzo ubogimi, którzy często musieli pracować na kilka etatów, często imając się zajęć, które odzierały ich z godności.

Efekt jest taki, że Polska wymiera.

Wskaźnik dzietności w Polsce wynosił poniżej 1.3, co było najgorszym wynikiem w całej Unii Europejskiej i trzecim od końca w Europie. Wskaźnik dzietności zapewniający, że naród przetrwa wynosi 2.1, co oznacza, że na każda kobietę przypada ponad dwoje dzieci. W innej sytuacji więcej osób w danym kraju umiera niż się rodzi. Według niektórych czarnych scenariuszy w przeciągu najbliższych 30 lat polaków może zostać ok. 20 mln, czyli zredukujemy się o połowę. Czy to oznacza, że będziemy musieli zamknąć niektóre fabryki? Niektóre z pewnością tak. Ale co do zasady oznacza to zwiększenie imigracji, często do masowych rozmiarów. Możemy dziwić się tzw. Starej Unii, że ściągnęli sobie w sposób w zasadzie niekontrolowany ogromne rzesze ludzi, ale pierwotny problem leży właśnie w bardzo niskiej dzietności. U nas rośnie imigracja z Ukrainy. Jesteśmy z tego powodu w o wiele bardziej komfortowej sytuacji, niż nasi sąsiedzi zza Odry, ale nadal chyba jednak zgodzimy się, że celem naszego narodu powinno być przetrwanie, a nie zamienienie przy maszynach polskich pracowników innymi pracownikami. Te dane również znalazły się w skutkach regulacji prawnej ustawy o której pisze.

Czy istnieją instrumenty wpływające na demografię?

Państwo trochę nie miało wyjścia i jest zmuszone zacząć "coś" robić, bo inaczej po prostu wyginiemy. Badania wskazują, że głównym powodem dla którego te osoby, które chciałyby i są w stanie posiadać większą liczbę dzieci, ale ich nie posiadają są braki finansowe, w ładniejszym określeniu- bezpieczeństwo ekonomiczne rodziny i nieodpowiednie warunki mieszkaniowe. Każdy rząd, który chciałby w jakikolwiek sposób zatrzymać wyludnianie się naszego kraju musiał wesprzeć rodziny finansowo i zmierzyć się z problemem mieszkaniowym. Najszybszym sposobem na wsparcie rodzin, jest przejęcie przez Państwo części kosztów wychowania. Zdecydowano się na kwotę 500zł, która jest częściowym pokryciem kosztów utrzymania każdego dziecka i to jak już pisałem dla wyliczenia minimum egzystencji, czyli- żadnych luksusów. Dlatego Świadczenie Wychowawcze nie jest dochodem, a częściowym zwrotem kosztów utrzymania dziecka. Rodziny otrzymały te środki, aby te, które istnieją były w stanie częściowo zrekompensować wydatki, które ponosiły w związku z utrzymaniem dziecka, a więc mogły po prostu wyjść z nędzy. A te osoby, które bardzo chciały założyć dużą rodzinę otrzymały impuls, który wsparł ich starania w tym kierunku. Jest też duża grupa rodzin, co widać zwłaszcza na przykładzie członków Związku Dużych Rodzin TrzyPlus, które bardzo dobrze zarabiały i mimo posiadania większej liczby potomstwa, nawet tak dużej jak siedmioro, czy ośmioro, nadal były dobrze sytuowane finansowo. Takie rodziny również otrzymały wsparcie, ponieważ realizują na rzecz Państwa bardzo ważne zadanie. Właśnie to zadanie jest priorytetem w polityce ludnościowej każdego nowoczesnego społeczeństwa. To właśnie od Dużych Rodzin zależy jak bardzo Polska ucierpi na niskiej dzietności. Podsumowując Państwo wreszcie poczuwa się do odpowiedzialności za przyszłość narodu. Państwo wreszcie uznało, że nie jest sprawiedliwe to, że całe koszty i trud wychowania spada na rodzinę, a samo zaczyna się interesować obywatelem dopiero wtedy, kiedy staje się podatnikiem i nie jest już kosztem, ale czystą "żyłą złota". Państwo uznało, że nawet jeśli ktoś zarabia dużo, to brak wsparcia dla dziecka jest de facto innym rodzajem ucisku fiskalnego.

Wracając do początku.

Świadczenie wychowawcze jest tylko częściowym zwrotem kosztów utrzymania dziecka, a nie dochodem. A zatem, w odniesieniu do gospodarki raczej należałoby to świadczenie uznać za zwrot kosztów podróży służbowej (i to w jedną stronę), niż za część wynagrodzenia za wykonaną pracę. To świadczenie nie uwzględnia zaangażowania rodzica, braku urlopu, nieprzespanych nocy, korzyści utraconych i całej reszty trudu wychowawczego, tylko częściowo zwraca koszty. Koszty wygenerowane przez samo Państwo, przez system fiskalny i przymusy bezpośrednie nakładane na rodzica. Natomiast wydawanie nie jest ściśle kontrolowane przez Państwo, ponieważ ma służyć unormowaniu budżetu domowego, a nie konkretnemu dziecku. Dlatego właśnie tak przykre jest, kiedy okazuje się, że niewiele osób chce mieć dzieci, ale wszyscy chcą mieć wpływ na zarządzanie budżetem domowym innych rodzin. Przecież wszyscy są świadomi jak duże są prawdziwe koszty posiadania dziecka. Gdyby 500zł było sposobem na zarobek myślę, że wskaźnik dzietności przekraczał by 6, jak w Somalii. Nie dzieje się tak dlatego ponieważ tak na prawdę ludzie są świadomi jaki jest prawdziwy koszt finansowy i niefinansowy utrzymania jednego dziecka w naszym kraju. Właśnie w mentalności leży problem. Wiele osób podświadomie widzi rodziny wielodzietne jako Solejuka pijącego pod sklepem i Solejukową, sprzedającą (nielegalnie) pierogi. Czyli taka trochę patologia, ale niegroźna społecznie. Taka rodzina wymagająca ciągłej uwagi i ciągłego wsparcia. Otóż okazuje się, że po wprowadzeniu programu Rodzina 500+ większość rodzin zrezygnowała z dodatkowych świadczeń z opieki społecznej, chociaż zachowały do nich prawo. Wynika to z faktu, że dla nas dotychczasowe korzystanie z obiadów w szkole było przykrą koniecznością i kiedy tylko mogliśmy z tego zrezygnować uczyniliśmy to. To nas podprowadza do kolejnego i ostatniego tutaj tematu.

Na co idą te pieniądze,

które tak bardzo, tak wielu kolą w oczy. Faktycznie, kiedy zsumujemy i wiele osób tak robi, 500+ na ośmioro dzieci wychodzi nam okrągła sumka. Niestety nikt już nie ma w zwyczaju sumować wydatków związanych z utrzymaniem ośmiorga dzieci. Sądząc po fakcie, że te same, sumujące osoby, nie rzuciły się do rodzenia kolejnych pociech jednak w wewnętrznym bilansie okazało się, że te 500zł wcale nie równa się wydatkom. Pieniądze te w różnych rodzinach wydatkowane są różnie. Znam rodziny w których w zasadzie cała kwota jest przeznaczona na leczenie jednego z dzieci. Są rodziny, w których pieniądze są odkładane. Znam takie, które inwestują np. w edukację dzieci. Ile rodzin tyle sposobów wydatkowania. Który z tych sposobów jest najlepszy? Wcześniej już wspominałem, że Państwo nie kontroluje nadmiernie wydawania tych środków. Oczywiście możnaby ustawić urzędnika, który będzie pilnował prawidłowego wydatkowania środków, ale może się to skończyć zakupem kurtek zimowych w lipcu, żeby wszystko się zgadzało w dokumentacji. Nad takim urzędnikiem należałoby ustawić dozorcę, który będzie pilnował prawidłowej pracy urzędnika. Nad dozorcami należałoby ustanowić strażników, ale kto upilnuje strażników?

Więc na co idą te pieniądze?

W 1992r. Nagrodę Nobla z dziedziny ekonomii otrzymał Pan Gary Becker. Pisał on o tym, że ludzie nawet o niskim poziomie wiedzy ekonomicznej i bardzo słabo wykształceni jednak kalkulują i to z dobrym skutkiem swoje decyzje. To pomaga zrozumieć, dlaczego rodziny, które bardzo często nagle otrzymały duży zastrzyk gotówki z zasady prawidłowo rozporządzały Świadczeniem Wychowawczym. Prawidłowo, czyli np. również kupowały kurtki zimowe w lipcu, ale z powodu takich a nie innych potrzeb i z powodu tego, że miało to ekonomiczne, a nie formalno-prawne uzasadnienie. Duża grupa rodzin, które znam przez pierwsze dwa lata spłacała zadawnione już długi. Sytuacja rodzin stabilizowała się dopiero w trzecim roku wypłat. Dlatego też próby zmuszania rodzin do tego, żeby wydawały pieniądze tam, gdzie urzędnik, czy rada rodziców w szkole by sobie tego życzyła wydaje się nie na miejscu. Ja nie chcę tutaj polemizować, czy również inne świadczenie nie powinny być traktowane jako zwrot kosztów. Nie chcę tutaj pisać o tym, czy polskie rozwiązania prawne są sprawiedliwe, albo czy rząd jest dobry czy zły. Ja chcę tylko dać mój głos w dyskusji o świadczeniu wychowawczym. Bardzo ważne jest, żebyśmy rozmawiali o tym otwarcie, bo wewnętrzne podziały na pewno nam nie pomagają. Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się "oskarżony" tym wpisem, ponieważ jego celem jest tylko zajęcie głosu w dyskusji i zwrócenie uwagi na szerszy kontekst wprowadzenia Świadczenia Wychowawczego w Polsce, a nie wprowadzanie nowych punktów zapalnych w debacie publicznej.

 

Dariusz Kubaczyk

Związek Dużych Rodzin TrzyPlus

Oddział Wielkopolski

Koło Wolsztyn

 

© Związek Dużych Rodzin "Trzy Plus"

Realizacja: A.Net.pl